Eleganckie Pogaduchy – Żaneta i Piotr Grande Ninja Ink

Na początek chcielibyśmy Was lepiej poznać, kim jesteście i dlaczego postanowiliście stworzyć markę Ninja Ink?

Żaneta: Jesteśmy partnerami prywatnie i w biznesie. Ninja Ink powstało dzięki wspólnej pasji, dzięki temu, że na rynku brak było odpowiednich dla nas kosmetyków do pielęgnacji tatuaży.
Żaden nie posiadał wszystkiego w jednym, w każdym było coś fajnego i czegoś brakowało, coś nie pasowało… Dlatego postanowiliśmy stworzyć sami coś, w czym będzie wszystko to, czego tatuaż potrzebuje… I po wielu miesiącach starań, badań, prób i błędów powstał idealny produkt, który pielęgnuje, nawilża, koi podrażnienia, ochrania, świetnie się wchłania, nie klei się do ubrań i przy tym wszystkim obłędnie pachnie! 🙂 taki, o jakim marzyliśmy i który spełnia nasze oczekiwania, a co cieszy nas najbardziej – przypadł również do gustu setkom naszych zadowolonych Klientów, którzy codziennie dają nam odczuć, że stworzenie Ninja Ink miało sens <3

 

Piotr: Dokładnie tak, jak Żaneta powiedziała, zawsze szukamy czegoś innego, czegoś czego nie ma na rynku, tak właśnie powstał Ninja Ink Tattoo Elixir.
Skąd pomysł? Prowadzimy jeszcze jedną firmę rodzinną zajmująca się streetwearem – Diamante Wear. Będąc kiedyś w trasie po naszych hurtowych Klientach odwiedziłem jednego z nich i miał swój sklep Unhuman, w Poznaniu. Sklep podobny do Twojego, więc nazwy nie podam, ale pewnie się domyślasz 😉 i tak zamiast o hip hopie i ciuchach zaczęliśmy rozmowę o barberingu i kosmetykach dla facetów. Ten sklep był pierwszy na tygodniowej trasie i – uwierz mi – cały czas tylko myślałem o tych kosmetykach, aż w końcu wymyśliłem.
Od razu przekazałem swoją wizję Żanecie i w sumie powiedziała – ZRÓBMY TO!
Z tego miejsca jak mogę to serdecznie pozdrawiam Filipa z Poznania 🙂

 

Wasze kremy do pielęgnacji tatuażu Ninja Ink występują w dwóch ciekawych zapachach, zielona herbata i arbuz. Jednak najbardziej intrygujące jest stwierdzenie ELIXIR, opowiecie coś więcej na ten temat.

Żaneta: „Tattoo Elixir” tak naprawdę wyszło w ostatniej fazie powstawania produktu.
„Cream” , „butter” itp. to już jest, a Elixir – jest tylko jeden 🙂 Tajemniczy, ale to wiadomo, jak prawdziwy ninja – też jest tajemniczy 😉
A nazwa stąd, że w składzie naszych kremów znajduje się tajemniczy innowacyjny składnik ELIX-IR – chroni włókna skóry właściwej przed globalnym działaniem uszkodzenie słońca (UV i podczerwień-IR), zwiększa jędrność skóry, aby zapobiec przedwczesnemu fotostarzeniu skóry.
I tak – w ostatnim momencie zmieniliśmy etykiety. To był strzał, takie wiesz – olśnienie, co często u nas ma miejsce… myślimy, że ma być tak i wiele tygodni nie zwracamy na to uwagi, przyklepujemy projekt i nagle boom – zmiana decyzji na coś innego 🙂
Inaczej było z logo. Logo, jak tylko otrzymaliśmy od naszego grafika Tomka to okrzykom radości nie było końca, tak jego pomysł wpadł w nasz gust. Nasze logo (jeśli ktoś się nie domyśla) to kropla tuszu z przepaską, taka Ninja Kropla 🙂 No mistrz, to trzeba mieć łeb na karku, żeby to wymyślić 😉

 

Czy macie w planach poszerzenie oferty kosmetyków do tatuażu? Jakiś kolejny zapach chodzi Wam po głowie? Macie jakąś wizję na przyszłość?

Żaneta: Oczywiście, wizji, planów i pomysłów jest masa! Ale do tego przydałby się jeszcze worek złota, aby na wszystkie pomysły i projekty starczyło 😉 Oczywiście dążymy do tego. Jednak Ninja Ink nie jest naszą jedyną zajawką i trudno też czasem wszystko pogodzić…
Nowy zapach najważniejsze, że jest już wybrany, ciężko było, bo ja osobiście chciałabym żeby wyszło ich z 10… Teraz najdłuższa droga to badania i miejmy nadzieję, że pojawi się niedługo, powinno to się stać w drugim kwartale 2022 r.

Piotr: Plany są ogromne, ale żeby wyszedł dany produkt ja osobiście dużo rozmawiam z Artystami tatuażu, z drogeriami, z kolorowymi ludźmi i szukamy czegoś czego nie ma na rynku, np. inne firmy robią mydło w płynie do tatuażu, a my w kostce itd, chcemy być inni, nie chcemy kopiować innych Producentów 🙂
Teraz przykładowo pracujemy nad jednym produktem którego nie ma w ogóle w Polsce ale co to – tajemnica handlowa 🙂

Mydło w kostce ninja ink do przemywania tatuażu

 

Posiadacie na swoim ciele tatuaże, kiedy powstał pierwszy? Czy z którymś z nich wiąże się jakaś ciekawa historia?

Żaneta: Jeśli chodzi o mnie to każdy jest związany z jakąś historią! Czy ciekawą? Dla mnie tak, dla innych to pewnie nuuuuda 😉 Każdy jest dla mnie ważny, wyjątkowy i wszystkie darzę sentymentem. Pierwszy zrobiłam 7 lat temu, czyli już byłam świadomą dorosłą osobą. Czasem myślę, że gdybym zrobiła te wszystkie tatuaże, które chciałam zrobić jako małolata to dziś wszystkie byłyby zakryte coverami 😉 i wtedy pewnie było co opowiadać! 🙂

Piotr: Dla mnie robienie tatuażu bez historii jest w ogóle absurdem, bardziej cenie jak ktoś na melanżu zrobi sobie lipną dziarę, ale patrząc na nią za 30 lat będzie wspominał tamte dni, niż jak ktoś wyda tysiące na piękny tatuaż typu wilk itd., bez żadnej historii – tylko dlatego, że chciał mieć coś co jest modne. Moje wszystkie tatuaże mają ciekawą historię i są niektóre piękne, a niektóre „brzydkie” dla innych. Ale ocena innych nigdy mnie nie interesowała – My Life My Choice 🙂
A pierwszy tatuaż – czaszkę – taką jak jest na skrzynkach z prądem zrobiłem jak miałem 12 lat, u kumpla tzw. kolką (zapałka z igłą owinięta nitką). U lekarza, jak koszulkę miałem zdjąć i mamuśka zobaczyła, to lekarz od razu powiedział „wyjaśnicie to sobie w domu” :)))

 

Jakiej części ciała sobie nie wytatuujecie lub jakiego tatuażu nigdy sobie nie zrobicie?

Żaneta: Twarz, zdecydowanie nie wydziaram sobie twarzy. Jestem przyzwyczajona do swojego odbicia w lustrze. Poza tym dłonie, łokcie, kolana – ze względów oczywistych – nie utrzymają się za długo. Chociaż w sumie… No nie wiem, czas pokaże jak braknie mi już miejsc na ciele 😉
Pachy – po co dziarać się pod pachami???!!! 😀
Jeśli chodzi o tatuaże to nie zrobiłabym sobie np. dziarki w ciemno, muszę mieć kontrolę, nad tym co sobie tatuuję. Ja tatuuję sobie historię, a nie dopowiadam ją do tatuażu 🙂

Piotr: Twarzy zawsze mówiłem że nie, ale mega jaram się twórczością Mistyka z Noise International i im więcej go obserwuje, tym bardziej stanowcze „NIE” mięknie 🙂 Czas pokaże 🙂 Miejsca, których nigdy bym nie wytatuował to miejsca intymne i sutki, a tatuaże to takie, które nie miałyby żadnej historii dla mnie.

 

Jesteście małżeństwem, jak Wam się razem współpracuje? Małżeńska zgoda czy raczej dwie różne wizje świata?

Żaneta: Małżeństwem jesteśmy krótko, bo 5 lat, ale w związku już 16… to kupa czasu, wspomnień, przeżyć… Od jakichś 12 lat pracujemy razem, więc jesteśmy do siebie przyzwyczajeni 🙂 Mam fajnego szefa, a Piotrek ma chyba spoko szefową 😉 Gdybyśmy nie mieli podobnej wizji – myślę, że nie udałoby nam się współpracować. Oczywiście mamy inne zdania w pewnych kwestiach, ale to jest właśnie piękne. Piotrek coś uświadamia mnie i na odwrót. Dopełniamy się po prostu wzajemnie, jesteśmy jak te dwie przysłowiowe połówki jabłka czy tam pomarańczy. Po tylu latach nadal chcę pracować z moim mężem i nie wyobrażam sobie lepszego partnera biznesowego.

Piotr: Piękne słowa mojej żony, podpisuję się pod nimi. Żania ma rację, mamy inne charaktery i inne spostrzeżenia, ale dzięki temu się uzupełniamy i budujemy coś fajnego razem – szefową mam świetną. 🙂

 

Poszukałem trochę informacji na Wasz temat i znalazłem sklep internetowy www.diamante-wear.com, którego jesteś Piotrze współzałożycielem razem z bratem. Oferujecie w nim odzież sportową klasy premium, opowiedzcie nam o innowacyjnych rozwiązaniach jakie stosujecie w produkcji?

Piotr: Tak, DIAMANTE to nasz główny biznes, stworzyliśmy go nie tylko z bratem, ale również z naszymi żonami, prowadzimy go od lat i dlatego właśnie Ninja Ink jest taka naszą całkowicie inną zajawką, ale dropy z Ninja Ink, które puszczamy w małych nakładach zawsze mają jakość Diamante, bo Diamante zawsze dąży do perfekcyjnej jakości i obsługi Klienta.
Ubrania są szyte w Polsce, zawsze od samego początku marki, nie jakieś tam chińskie gotowce, co po praniu się rozlatują.
Przez Diamante w sumie nauczyliśmy się, żeby nie lecieć za innymi i nie produkować tego, co inni tylko właśnie w drugą stronę, wymyślać coś czego nie ma, ugryźć jakiś problem inaczej niż konkurencja.
Nie chwaląc się – to Diamante wprowadziło modę na spodnie typu Jogger w Polsce, wymyślił to mój brat Tomek, pamiętam jak przyszedł i mi pokazał te spodnie (a były to dla dziecka, takie malutkie ze Smyka) to go wyśmiałem, bo wtedy baggy jeansy były hitem, a nie obcisłe spodnie z gumką, ale mówię dobra niech sobie młody zrobi produkcje ze 100 szt dla świętego spokoju i zamkniemy temat 😉 Zeszło to się w czasie, kiedy wyszła moda na Sneakersy i szpanowanie nimi i tak te spodnie zażarły, że później inni zaczęli kopiować Diamante. Ale my znowu inny krój, inny wzór i zawsze inaczej niż inni 🙂


 

Czym jest DIAMANTE CREW?

Piotr: DIAMANTE CREW to nasi ludzie, nasi Klienci, nasi odbiorcy, taki gang ludzi z różnymi fajnymi zajawkami, pomysłami na siebie, nasi fani (bo tak nazywamy Naszych klientów mają w sobie dużo wartości, kiedyś jak w social mediach wrzuciliśmy na grupie Diamante (Diamante // Secret Society, na którą zapraszam mega) kto czym się w życiu zajmuje, to byłem w szoku jakie ludzie maja zajawki. To nie ekipa spod Żabki tylko mega ekipa – pozdrawiam ich wszystkich.
Przed pandemią jeszcze całe wakacje spędzaliśmy na wyjazdach na różnych festiwalach, gdzie spotykaliśmy się z tymi ludźmi i naprawdę było super. W tym roku mam nadzieję, że widzimy się z powrotem na Poland Rock Festiwal, Hip Hop Festiwal w Płocku, Rap Stacja i wiele innych – bo my już gotowi od dwóch lat 🙂

 

Piotrze, biegasz na różnych dystansach, ale najbardziej podziwiam to, że zaliczyłeś maraton komandosa. Mega trudny bieg na dystansie 42 km, w pełnym umundurowaniu, w butach wojskowych i z plecakiem 10 kg. Jak przygotować się do takiego wysiłku? Ciągle przekraczasz jakieś kolejne granice?

Piotr: Moje życie polega w sumie od ustalania CELÓW od jednego do drugiego i tak było z Maratonem Komandosa. Biegałem wcześniej krótsze dystanse i chciałem zrobić maraton, ale bieganie po asfalcie w ogóle mnie nie jara, tylko dziwne jakieś akcje. I mój kupel z grupy biegowej BIgYellowFoot z Gdyni, Fides pokazał mi właśnie Maraton Komandosa, i mówię jak na pierwszy maraton to idealnie – bo mega ciężki – dla jednostek wojskowych i tylko dla setki cywilów (teraz już limitów nie ma). Zapisałem się i zacząłem mega terenowa, biegać w bojówkach nie w dresach i glanach wojskowych, a nie w idealnie dobranych Hokach, z plecakiem i udało się zaliczy, później jeszcze 4 razy go ukończyłem.
Później miałem podejścia do Biegu Rzeźnika. Jest to bieg na 82 km po Bieszczadach w parach. Za pierwszym razem odpadłem, bo nogi mi siadły na zbiegu na 30 km, a drugi raz mój partner miał ten problem, a zasada jest taka, że jak jeden odpada to drugi też. Ale w drugim przypadku jak partner odpadł to stwierdziłem, że sam dla siebie chce zrobić ten dystans, zajęło mi to o 6h więcej niż zakładał limit ale zrobiłem, później przez tydzień chodzić nie mogłem 🙂
Innym razem pewien kumpel mówi, że jest coś takiego jak Swimrun – biegniesz ze 3 km, wpadasz do jeziora, płyniesz do wyspy wychodzisz, biegniesz, znowu woda itd. też w parach – mówię – ZAJEBIŚCIE – i zapisany. Tak więc biegałem na basen, pływałem i biegiem do domu, oczywiście dystans największy 32 km w tym 10 wejść do jeziora – w maju – gdzie temperatura w mazurskich jeziorach to z 5 stopni miała i od razu całe ciało drętwiało i 10 odcinków biegowych. Z Adrianem dobiegliśmy do mety, a mało kto w to wierzył, że dwóch typów co dopiero zaczyna przygodę ze Swimrunem zamiast na 5 km zapisuje się na 32, ale Adi jak i ja mieliśmy wywalone na to co ktoś myśli 🙂
Ale ostatnio patrzę, a Artystka tatuażu – Inez z Inne Tatuaże, robi maraton na Antarktydzie i zrobiła to! Przebiegła w sumie 7 maratonów na 7 kontynentach i jest bodajże 4 Polką, która tego dokonała i najmłodszą z tego grona – więc ja też tak chce 🙂 Najmłodszy nie będę, ale maraton na 7 kontynentach to jest mega cel. I właśnie takimi personami się jaram 🙂

 

Jakie macie postanowienia noworoczne, personalne i biznesowe?

Żaneta: Chyba nigdy nie myślałam o spisywaniu postanowień, w ogóle o postanowieniach noworocznych nie myślałam 🙂 To się chyba u mnie by nie sprawdziło… Jestem osobą, która nie notuje, wszystko mam w głowie. Żal mi tylko tych wszystkich kalendarzy i terminarzy, które z sentymentem trzymam przez cały rok z nadzieją, że może w końcu coś tam zapiszę… Ale niestety ja ich zwyczajnie nie potrzebuję. Gdybym tak któryś zgubiła to świat podbijałby ktoś za mnie…. 😉
A tak serio… Chcemy bardziej rozbujać NINJA INK, wiadomo 😉 i w tym kierunku będziemy dążyć. Czy uda nam się wszystko pogodzić – czas pokaże, jak zawsze 😉

Piotr: W tym roku na świat przychodzi nasz następny mały Ninja – Igor, więc na pewno ten rok już będzie ciekawym doświadczeniem…
Jednocześnie kierujemy większe siły w rozwój marki Ninja Ink i Diamante, kolejny raz zmierzę się na Biegu Rzeźnika na dystansie 52 km, po nieprzewidywalnych Bieszczadach, oraz zaczynam się uczyć wieczorami sztuki tatuażu, bo przebywając z Artystami po prostu zapragnąłem być jednym z nich – czy to wyjdzie? Oczywiście, że wyjdzie i zobaczymy się gdzieś na guest spotach w Polsce – takie są cele na 2022.

I pamiętajcie – o tatuaż trzeba dbać mordeczki 🙂

Epizod 1 to Eleganckie Pogaduchy z Tomem Hornem

Kosmetyki do tatuażu Ninja Ink kupisz w sklepie www.eleganckibrodacz.pl